Dziś rano na fb natknęłam się na falę krytyki w związku z wypowiedzią pani premier Kopacz, w której użyła potocznego słowa „grubaski” przy okazji mówienia o zmianach w sklepikach szkolnych. Jak się okazało dotknęło to osoby tzw. „plus size”.

Tak się zastanawiam jakie określenie byłoby dobre/właściwsze – z pewnością jakieś by się znalazło, może „żebyście drogie dzieci w przyszłości nie były otyłe,  nie miały nadwagi, nie były „puszyste” czy właśnie „plus size” czego użyłam w pierwszym zdaniu 🙂 lub „nie miały BMI ponad normę”?. Jakoś mnie to zirytowało, zarzuty, że Kopacz tworzy kompleksy, że wręcz dyskryminuje osoby otyłe (bo jak te „grubaski” się poczuły itp), że akcentuje aspekt wyglądu a nie zdrowia itp. A jaka była intencja? Według mnie czysta…

Zapewne każdy słyszy co chce, ja usłyszałam wyraźniej to zdanie: „ale wierzcie mi w tym samym sklepiku będzie naprawdę zdrowe i dobre jedzenie, po to żebyście dobrze i zdrowo dorastali”.

Przy okazji tej małej/dużej wpadki medialnej miałam okazję zapoznać się z tym, co część społeczeństwa sądzi o samym fakcie wycofania ze sklepików śmieciowego jedzenia. No i znowu się zdenerwowałam :).  Fala komentarzy, że to nic nie da, że będzie teraz nielegalny handel słodyczami w szkołach, że to rodzice wychowują dzieci a nie państwo więc niech się ono nie miesza, że to i tak za mało bo najpierw niech zakażą reklamy śmieciowego jedzenia albo zakażą koncernom wszędzie dodawać cukier, że małe przyszkolne sklepiki teraz wyrosną jak grzyby po deszczu, albo z kolei, że splajtują, że dietetycy jak się z tego cieszą – to są naiwni i generalnie, że ta ustawa to bubel itp. Ech…

A mnie ona cieszy. Zgadzam się, że to nie wystarczy by znacznie, czy szybko zmniejszyć problem nadwagi i otyłości u dzieci, bo pewnie ważniejsza jest sama profilaktyka, programy edukujące na temat jedzenia dla samych dzieci jaki i RODZICÓW. Jednak to ważny krok ku dobremu. Części dzieci nie będzie się chciało tracić przerwy na wycieczki do sklepu. Kupią co będzie w sklepiku na miejscu. Co ważniejsze – może nawet stwierdzą, że to jest smaczne. Może część rodziców zastanowi się nad tym ile jego dziecko je słodyczy i podejmie rozmowy ze swoimi dziećmi na temat tego co kupują i jedzą w ciągu dnia? Zainteresują się tematem. Nauczą pociechy co jest wartościowe a czego lepiej unikać.

Poniżej przykładowe zdjęcie jak było 🙂 „Okienko Łakoci” musiało zniknąć.

z18286238Q,Od-wrzesnia-niezdrowe-jedzenie-w-szkolnych-sklepik

A niżej przykład jak jest- czyli, że można!

635767137717994925

Jestem psychodietetykiem i wiem jak ważna jest rola ekspozycji jedzenia w zmianie nawyków. Zdrowe odżywianie związane jest ściśle ze spożywaniem urozmaiconego jadłospisu. Jednak część osób, a szczególnie dzieci, na nowe potrawy reaguje unikaniem oraz strachem. Zjawisko to nosi nazwę neofobii. Przeciwdziałać mu można właśnie za pomocą ekspozycji. Badania wykazały, że już samo wystawianie dzieci na widok i zapach nowych produktów może zmienić ich preferencje żywieniowe. W jednym z takich badań podawano dwuletnim dzieciom nowe potrawy przez okres 6 tygodni. Każdy produkt był prezentowany określoną ilość razy: 20 razy, 10 razy, 5 razy albo pozostawał zupełnie nowy. Wyniki wskazują na to, że do zmiany preferencji żywieniowych potrzeba około 8-10 ekspozycji, a każda kolejna próba wprowadzenia nowego produktu będzie wymagała mniejszej liczby ekspozycji. Najlepsze efekty osiąga się kiedy oprócz samej ekspozycji następuje także skosztowanie nowej potrawy.

Kiedy w zasięgu wzroku mamy niezdrowe jedzenie o wiele łatwiej będziemy po nie sięgać. Wiele ciekawych doświadczeń wykorzystujących ekspozycję przeprowadził psycholog żywienia, prof. Brian Wansink. Jedzenie, które mamy w zasięgu wzroku wydaje się bardziej kuszące. Uczestnicy jednego z jego eksperymentów zjedli o 70 procent więcej czekoladek, kiedy znajdowały się w przezroczystym naczyniu/pudełku, a nie w zamkniętym, ciemnym. Ponadto, zdaniem Wansinka, istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo, że sięgniemy po pierwszą rzecz, jaka ukaże się naszym oczom niż po piątą.

Dlatego jeśli dzieci będą choćby tylko mijać sklepik, gdzie zamiast typowych chipsów i batonów pojawią się np. niesiarkowane suszone morele, orzechy, jabłka, świeże soki, to samo to już ma pozytywny wpływ na ich późniejsze wybory żywieniowe.

Na koniec coś śmieszno-smutnego…:)11987159_921784244526755_2382519515055229023_n

Reklamy